Forum Socjologa | Rozwadowski Kram | Słownik Rozwadowa | Informator Regionalny
szukaj:

Działalność
 
O mnie
Teksty
Publikacje
Konferencje
Koło Naukowe
 

.:Reklama:.
 
 

Interakcja
 
Forum
Księga gości
Linki do stron
Pobierz pliki
KONTAKT
 

Dla studentów
 
Warto mieć
Przydatne
Teksty źródłowe
S. dyplomowe
Słownik pojęć
Ciekawe rzeczy
 

Badania i analizy
 
Socjologia cmentarza
 

Newsletter
 
Wpisz swój e-mail oraz wciśnij ENTER
 

Artykuły > Moje autorskie teksty > Haloween to nie tylko święto dyni
 
Od kilku lat w Polsce, a w USA oraz innych krajach haloween, czy też inaczej - Święto Dyni święci swoje triumfy. Przyciąga setki młodzieży i dzieci swoją tajemniczością i magią. Przypada na 31 października, czyli tuż przed samym chrześcijańskim świętem - Wszystkich Świętych, które jest jednym z ważniejszych nie tylko w Kościele Katolickim.

Jak obchodzi się haloween? Wszędzie podobnie, a różnice wynikają z wpływów kultury danego regionu, które to modyfikują przebieg samego święta. Wszędzie jednak chodzi o to samo - dobrą zabawę.

Od zarania dziejów człowiek bał się ciemności, mrocznych lasów, tajemniczych szmerów. Czegoś tajemniczego, czego do końca nie poznał i nie rozumiał a co w pewien sposób wpływało na jego życie. Mimo strachu jednak ciągnął nieznanego, które właśnie tą swoja tajemniczością kusiło. Dawniej natura "fabrykowała" różne strachy. Raz to było widmo topielca nad stawem uszyte z gęstej mgły, innym razem "światełko" na bagnach. I choć w większości przypadków to wszystko obecnie można racjonalnie wytłumaczyć, to człowiek współczesny otoczony przez technikę, internet, media boi się nadal. Z drugiej strony żal mu, iż wszystko co tajemnicze prawie zostało już wyjaśnione.

A chyba jednak nadal podświadomie dążymy do tajemniczości i nie chcemy jej wyjaśniać. I ta skłonność do magii, uczestniczenia w praktykach tajemnych choćby poprzez zabawę jest dla antropologów kultury wciąż zagadką, na którą nie ma precyzyjnej odpowiedzi. My ludzie XXI wieku chcemy mimo wszystko świata magicznego, tak jakby został on zapisany w naszym kodzie genetycznym przed wiekami, a przez osiągnięcia cywilizacyjne zabijamy nasz "pierwotny pęd". Może więc nasze ciągoty za magią i tajemniczością dochodzą do głosu przez takie obrzędy jak haloween?

Jak się bawimy w haloween?

Od czasów Jacka Laterna (o którym więcej szczegółów później) superrekwizytem jest latarnia - straszydło. W Szkocji była to rzepa, w USA i innych krajach jest to dynia. Zwyczaj ten do USA zawieźli Szkoci. Rzepę zastąpiła bardziej efektowna dynia i odtąd halloween bardziej jest kojarzony jako święto amerykańskie niż szkockie.

Zanim dynia posłuży do świętowania, trzeba ja najpierw "wypatroszyć" czyli wyciągnąć z niej pestki (jadalne i zdrowe) oraz miąższ, który czasami gospodynie dodają do ciasta. Tak przygotowana dynia po wycięciu w skorupie oczu oraz kształtu nosa i oczywiście groźnych zębów już prawie jest gotowa na haloween. Pozostaje tylko jeszcze wycięcie od spodu okrągłego otworu, a do elementu wyciętego przymocowuje się świeczkę. Efekt jest niesamowity. Odbite światło od wnętrza dyni imitującej głowę, ludzką czaszkę wydobywa się z powycinanych otworów, strasząc swoją pomarańczową barwą. Tak najprościej bez niepotrzebnych kosztów można przygotować się do spędzenia haloween. Po zmroku z maskaradą idziemy na ulice, i...straszymy. A ten cel z takim atrybutem osiągnąć nie jest trudno.

Jeśli ktoś ma czas może się pobawić i przygotować maskaradę z dyni. Kto narzeka na brak czasu, tego z pewnością nie zostawi przemysł hallowenowy, który oferuje wszystko co potrzeba aby wypaść na imprezie ze znajomymi jak najlepiej. W internecie jest całkiem sporo witryn, nawet mających w domenie nazwę tegoż święta. A tu zamówić możemy wszystko, oczywiście za "jedyne parę dolarów". Przeglądając zasoby internetowe zauważyłem, że szczególnie w Polskim wydaniu haloween to impreza na całego. Oczywiście uczestnicy muszą mieć i jakieś napoje alkoholowe, ażeby się lepiej straszyło. Dobrze mieć jest nie tylko niezastąpione dynie (w Polsce można je nabyć bez problemu) ale maski nawet a`la Zorro. Można też sobie z internetu ściągnąć specjalną czcionkę do komputera, dzięki której można wysyłać e-maile w tym dniu w kroju nieco strasznym. Znajomym możemy wysłać emotikona, czyli specjalny znaczek SMS-owy zapowiadający uczestnictwo w zabawie haloween.

W dniu tym, ale i też znacznie wcześniej urządzane są różne zabawy, dyskoteki, spotkania towarzyskie, podczas których oczywiście motywem przewodnim jest halloween. Dobrze jest efektownie straszyć, ale warto też trochę się pobawić. W wielu miastach Polski od kilku dni wiszą już plakaty zachęcające do uczestnictwa w haloween. Można pójść na dyskotekę z kulminacyjnym punktem programu - wyborem najstraszniejszej osoby. A można równie fajnie zabawić się w gronie znajomych. Z reguły wszystkie zabawy przypominają Andrzejkowe wróżby. A więc...

Haloween to czas gier i zabaw oraz rytuałów zawierających metody przepowiadania przyszłości dla młodych ludzi, ich małżeństwa. W tym celu stosowano parę jabłek, które przerzuca się przez ramię. Pali się skorupy orzechów a do ogniska wrzuca kamienie. W dzień też trzeba postarać się o odpowiedni kostium, najlepiej starej wiedźmy. Według dawnych wierzeń, jeśli ktoś ma na sobie czarny kostium odgania złe duchy, które w noc 31 października zostają uwolnione i kręcą się w pobliżu żywych. Wcześniej przygotowane dynie z palącą się w środku świeczką można wystawić na okno. Według wierzeń, ma to odganiać złe duchy.

Świętowanie haloween tak mocno wrosło w kulturę niektórych krajów, iż w oparciu o ten motyw powstało co najmniej kilkanaście filmów grozy, a co najmniej kilka w tytule miało "Haloween". 23 lata temu po raz pierwszy Michael Myers założył maskę. Wymyślił go w 1978 roku, nieznany jeszcze wówczas reżyser John Carpenter. Wraz z producentką Debrą Hill, debiutantką ekranu Jamie Lee Curtis i weteranem thrillerów i horrorów Donaldem Pleasencem nakręcili niskobudżetowy horror. "Haloween" szybko osiągnął miano jednego z najbardziej dochodowych filmów w historii kina. Filmowi zawdzięcza się nawet powstanie nowego podgatunku w kinie, tzw. "Mad Slasher Movies", czyli "filmy o szalonym rzeźniku".

W mrokach kultury celtyckiej

Jeśli próbować odpowiedzieć na pytanie "Co to jest haloween?" w miarę precyzyjnie, to zadanie okazuje się dość trudne. W oficjalnych polskich źródłach informacji takich jak encyklopedie czy encyklopedie internetowe nie znajdziemy choćby najbardziej lakonicznej definicji i próby uchwycenia zjawiska. Aby zrozumieć mechanizm tego święta, trzeba sięgnąć do jego korzeni. A te w tym przypadku sięgają bardzo daleko, do czasów przedchrześcijańskich. Kiedy duch Słowian i pogan unosił się nad centralną Europą. Zobaczymy wtedy, iż dzisiejszy obrzęd to niegdysiejsze bardzo ważne święto religijne.

Haloween nie jest świętem powstałym na gruncie amerykańskim ale zapożyczonym z Europy, dokładniej mówiąc ze Szkocji. Tradycja jest bardzo stara, znacznie wcześniejsza od katolickiego Święta Zmarłych. Ma swoje korzenie w okultyzmie i nosi nazwę Samhain. Nazwa ta oznaczała boga zła znanego dobrze Druidom. Ci z kolei byli kapłanami celtyckimi. Tutaj chwilę uwagi poświęcimy ludom celtyckim. Była to grupa ludów indoeuropejskich zamieszkująca pobliże rzek Ren, Men oraz górny Dunaj. Rozprzestrzeniali się w I tysiącleciu przed naszą erą. Rozlali się po całej niemalże Europie, dotarli na południe Polski a także Czechy. W pierwszych wiekach naszej ery stworzyli państwa w Walii, Irlandii, Szkocji.

Kapłani celtyccy byli zwani druidami i do nich należało sprawowanie kultu, przeważnie solarnego, czyli oddawanie czci słońcu. Druidzi sprawowali ważne funkcje społeczne, byli sędziami, lekarzami, magami. Po perypetiach historycznych zostali zdegradowani do wróżbitów. Obrządki druidów mocno zakorzenione w pogaństwie chętnie odprawiano na leśnych polanach, zwanych uroczyskami. Nazwy topograficzne mające w swojej nazwie "uroczysko" funkcjonują w Polsce do dziś, nawet w okolicach Stalowej Woli. Druidzi chętnie też odprawiali swoje praktyki w tak zwanych dąbrowach leśnych, czyli skupiskach leśnych z przewagą albo wyłącznością drzewa dębu. Dęby były czczone przez nich, uważane za święte. Symbol drzewa zresztą pojawia się w wielu kulturach a jego symbolika jest bardzo ważna.

Podobnie wartość przedstawiała dla nich jemioła (czczona i po dzień dzisiejszy w wielu wsiach polskich, według wierzeń ludowych przynosi szczęście, między innymi zalecane jest całowanie się pod nią). Druidowie kapłani oraz ich wierni żyjący w czasach przedchrześcijańskich 31 października uważali za ostatni dzień w roku, który był świętowany aż potrójnie: żegnano lato, witano zimę i obchodzono święto zmarłych. Celtyccy kapłani czcili wówczas wspomnianego boga Samhain. Uroczystości odprawiano na terenach dzisiejszej Anglii, Irlandii, Szkocji, Wali i północnej Francji. Świętowanie trwało dwa dni - 31 października oraz 1 listopada. W wierzeniach Celtów, którzy uznawali wędrówkę dusz, bóg śmierci kontrolował duchy zmarłych i mógł im pozwolić w tę noc odpoczywać w spokoju wieczystym lub uwalniać. Aby odpłacić za swoje grzechy dusze były wysyłane na ziemię w ciała zwierząt. Im więcej ktoś zgrzeszył, tym na ziemi był mniejszym zwierzęciem. Duchy zmarłych musiały włóczyć się po ziemi i tak odpokutowywać swoje winy.

Celtowie wierzyli, że jednak przez swoje dary i ofiary grzechy braci mogły być przebłagane dusze zmarłych. Głos decydujący należał do boga, który decydował czy ktoś dalej będzie odpokutowywał, czy też może już zająć miejsce obok swego boga. Wyjaśnić należy również dlaczego Celtowie czcili 31 października jako ostatni dzień w roku. Było to związane z uprawą roli. W okresie jesiennym słońce "słabło", dając mniej światła. Chcieli je wspomóc. Wzmacniali je przez ofiary zwierzęce, palono też konie a nawet ludzi, lecz w tym przypadku były to zazwyczaj osoby z marginesu społecznego. Umiłowanie ognia wiązało się też z paleniem wielkich ognisk na wzgórzach, ponieważ wierzono, iż wokół czai się wiele duchów. Wierzono, iż ogień przyciąga dobre duchy. Pozostałości tych wierzeń można znaleźć w kulturach Szkocji oraz Irlandii po dzień dzisiejszy.

Opowieść o wierzeniach dawnych ludów celtyckich, z których to wywodzi się w dużej mierze haloween, można by w zasadzie zakończyć, ale pozostaje jeszcze kwestia wyjaśnienia pochodzenia zwyczaju niesienia w halloween lampionów. Otóż źródła mówią od dwóch przypadkach z którymi można łączyć współczesny haloween.

W zamierzchłych czasach kapłani Druidzi chodzili od zamku do zamku żądając wydania młodej dziewczyny, która miała być spalona w ofierze na stosie. Jeśli dziewczyna podobała się zapalali oni świecę wykonaną z ludzkiego tłuszczu i wkładali ją do głowy wyrzeźbionej z rzepy. To miało chronić mieszkańców zamku przed demonami. Jeśli jakaś rodzina nie mogła spełnić żądań druidów nadchodził czas sztuczek (tricków). Na drzwiach wieszano heksagram oznaczający że w ciągu najbliższej nocy złe moce mogą kogoś zabić, co też zdarzało się. Noc przeszywały wtedy przeraźliwe dźwięki...

Inne źródła mówią znowu o niejakim Jacku Laternie, który był Irlandczykiem o usposobieniu nieco alkoholicznym. Do nieba się nie nadawał, a z piekła został wyrzucony przez samego diabła za niedozwolone sztuczki. Został wysłany z powrotem na ziemię z rozżarzonym kawałkiem węgla w dłoni aby oświetlał sobie drogę. Jacek aby rąk nie poparzyć włożył go do niedojedzonej rzepy i w ten sposób powstała latarnia, która oświetlała mu drogę ziemskiej wędrówki.

Kościół a haloween

Jako że korzenie haloween i świąt pochodnych mają korzenie pogańskie, od samego początku Kościół tępił podobnego typu praktyki. Niektórzy wręcz mówią, iż halloween jest osadzony w satanizmie. Anton la Vey o tym święcie w swojej "Biblii szatana" mówi, iż jest ono jednym z najważniejszych w Kościele szatana. Inni twierdzą, iż halloween i jego tradycja ze wszystkimi praktykami z włączaniem w to duchów, ludzkich szkieletów - symboli śmierci, karykatur diabła, to nic innego jak odprawianie czarów. Doreen Irving, która praktykowała okultyzm, po nawróceniu się napisała książkę "Set free to serve Christ" /Uwolniony, aby służyć Chrystusowi/ w której zwraca uwagę na tragiczne powielanie przez młodych ludzi zabaw (np. halloween) ocierają się o okultyzm.

Zauważa, iż prawdziwi czarodzieje cieszą się, kiedy chrześcijanie biorą udział w takich praktykach Kościół katolicki od zarania dziejów widząc pogańskie praktyki, za sprawą Grzegorza IV od 834 roku naszej ery w pewnym sensie ukrócił je. Wprowadził wówczas ogólnie obowiązujące święto Wszystkich Świętych, jako wyraz pamięci o zmarłych. Pierwotnie było one obchodzone w maju, a dopiero nieco później przeniesiono je na listopad. Dzień Wszystkich Świętych (w Kościele Katolickim, Episkopalnym, Luterańskim) to oddanie czci wszystkim świętym w niebie, tym znanym i nie znanym. W tym dniu wierni Kościoła Katolickiego zobligowani są do uczestniczenia we mszy świętej. Uczestnicząc w niej, przyjmując komunię a później nawiedzając cmentarz i modlitwę można uzyskać odpust zupełny.

Chrześcijanie oprócz 1 listopada świętują 2 listopada, jako Dzień Zaduszny. Jest to oddanie czci wszystkim zmarłym, w którym wspomina się szczególnie bliskich zmarłych. Dzień ten służy do głębszej refleksji nad zmarłymi z rodziny, sprzyja kontaktom rodzinnym i wspominaniu zmarłych. Święto to opiera się na nauce kościoła, iż dusze wiernych którzy przed śmiercią nie zostali oczyszczeni z grzechów powszednich lub nie odpokutowali za wykroczenia nie mogą oglądać Boga, ale można im pomóc przez modlitwę i ofiarowanie mszy. Szczególną moc przypisuje się tak zwanym mszom gregoriańskim. Odprawianie codziennie takiej mszy za zmarłą osobę przez 30 dni ma uwolnić ją od mąk czyśćcowych i postawić przed obliczem Boga. Dzień ten wprowadzono w 988 roku naszej ery. Było to zasługą klasztoru benedyktyńskiego w Cluny, we Francji. W wieku XIII stało się one zwyczajem powszechnym w Rzymskim Kościele.

Haloween i jego odmiany w różnych krajach

W Ameryce haloween obchodzi się od drugiej połowy XIX wieku. Mimo iż nie jest ustawowo świętem, nie ma wolnego dnia a władze federalne nie proklamowały go jako święta państwowego, to mimo to dzień ten jest hucznie obchodzony.

Farmerzy w Irlandii chodzili od domu do domu i zbierali żywność na haloween. Obiecywali dobrobyt dla hojnych darczyńców a dla skąpców biedę. W Anglii biedni w halloween chodzili również od domu do domu prosząc o żywność. Jeśli otrzymywali pomoc deklarowali modlitwę za zmarłych w tej rodzinie. Odmianę tego święta celebruje się w Australii. Tutaj w dzień ten od domu do domu chodzą dzieci z zawołaniem na ustach "Trick or treat" /sztuczka - figiel albo poczęstunek/. Schemat ten jest powielany w wielu krajach nie tylko w Australii. Choć nie wszyscy w tym miejscu go obchodzą. Z dokonanego rekonesansu przeze mnie wynika, iż na przykład emigranci z Polski różnie odnoszą się do tej tradycji.

Podobnie i na Słowacji w dniu 1 listopada funkcjonuje obyczaj zostawiania na stole pożywienia, gdyż dusze zmarłych wracają się posilić. Lampiony - znicze stawia się powszechnie. Kiedyś gdy ktoś nie mógł iść na cmentarz w oknie domu zapalał jedną świeczkę za jedną zmarłą osobę.

Zwyczaj chodzenia od domu do domu przypomina polski zwyczaj (teraz już zanikający) chodzenia dzieci i młodzieży "po kolędzie" w okresie świąt Bożego Narodzenia. Śpiewają oni wówczas kolędy oczekując w zamian poczęstunku (zanikające) lub pieniędzy (powszechne). Ludziom, którzy dobrze ich przyjmą życzą pomyślności na cały następny rok.

Obrządek wypraszania łask dla hojnych przez biednych przetrwał w cząstkowej postaci na cmentarzu w dzielnicy Stalowej Woli - Rozwadowie. Do połowy lat 80 -tych przy bramie cmentarnej w dniu 1 listopada ustawiały się "dziady proszalne" a więc biedni ludzie, którzy w zamian za datki pieniężne albo dary rzeczowe modlili się w intencji darczyńców i ich rodzin. I choć obyczaj ten dziś w ogóle nie występuje to można mówić o ciągłości zjawiska kulturowego zmodyfikowanego nieznacznie. Od trzech lat na cmentarzu komunalnym w Stalowej Woli znane osoby z życia społeczno - politycznego miasta zbierają do puszek datki na rzecz mieszkańców "Ochronki" im. Br. Alberta w Stalowej Woli. Zwyczaj zbierania datków w dniu 1 listopada jest w Polsce mocno rozpowszechniony.

Tak więc nasz współczesny haloween ma niejedno imię. Jego korzenie sięgają do jednego źródła, choć dziś jest ono coraz bardziej mgliste. Jakby jednak nie patrzeć, święto halloween to skomercjalizowany niegdysiejszy obrzęd religijny. Kiedyś ważny dla naszych pogańskich przodków, dla nas obecnie zabawa. I niech już tak zostanie.

Marek Ziemba

Możesz także przeczytać mój tekst "Haloween święto, zwyczaj, obyczaj czy zabawa?"
 


© 2004-2010 Strona Socjologa. Wszelkie prawa zastrzeżone.
engine powered by jPORTAL 2